Dziękuję dobremu Bogu za te dni pełne łaski i Jego Miłosierdzia… Przyjechałam tu po złamaniu licznych oporów, najpierw we mnie samej, a potem trudności zewnętrznych. Gdy już tu się znalazłam, byłam przekonana, że nie będzie to łatwe doświadczenie, ale też świadoma tego, że Bóg właśnie tego dla mnie pragnie. Tymczasem były to cudowne, piękne dni u stóp Mistrza. Najważniejsze było doświadczenie Jego Miłości, wybrania, powołania i zachwytu nad Jego planem odnośnie mojego życia. Nic – nawet moja słabość i grzech – nie może oderwać mnie od Niego. Te dni były jak ślubny podarunek od Tego, który zawsze jest wierny, przebacza nasze niewierności i czyni wciąż wszystko nowe.

 Dziękuję Bogu za te dni. Były dla mnie jako karmelitanki rekolekcjami – zasłuchaniem się w Słowo Boga, stawaniem się Jego głosem. To serce Szkoły Nowej Ewangelizacji, lecz także naszej Reguły i karmelitańskiego powołania.

 Dziękuję dobremu Bogu, że na nowo obudził we mnie radość i zapał do posługi, którą pełnię, że zapalił światło, iż będąc tylko blisko Jego Serca, mogę kochać tych, do  których jestem posłana i że to powołanie i misja są konsekwencją bycia Jego uczennicą.

 Dziękuję Panu za ludzi tu spotkanych, za tak piękne chwile, które tylko Jego ręka mogła mi ofiarować. Dziękuję za to, że wciąż nie przestaje kochać i walczy o nas.

 Za to wszystko – chwała Bogu!

 s. Bernardyna l. 34


Ten kurs to osobiste spotkanie z Panem. Poczułam się Jego uczniem i doświadczyłam tego, że kocha mnie taką, jaka jestem – małą, poranioną, bezbronną. To spotkanie z wielką Miłością.

 Pan na kursie ogołocił mnie ze wszystkiego, by potem na nowo poukładać, uleczyć, zabrać to, co najbardziej boli, chore sytuacje, osoby, myśli.

 Pokazał moje słabe strony. To kurs prawdziwej duchowości, osobistego spotkania z Panem. 

Urszula, 38 l.


Bardzo bałam się całkowitego oddania swego życia Bogu, bałam się Mu zaufać. Co dalej będzie? Czy On wszystko mi pozabiera? Czy teraz to będzie tylko krzyż i cierpienie?

 Takie myśli chodziły mi po głowie, ale Bóg pokazywał po kolei, jakby chciał przypomnieć mi historię mojego życia, zwłaszcza te trudne momenty i Jego obecność i interwencję. Uświadomiłam sobie, że On mnie nigdy nie opuścił, zawsze przenosił mnie na rękach w trudnych chwilach. Bóg zabrał mój lęk i uzdolnił do oddania całego życia w Jego ręce. 

Beata, 31 l.


 Ten kurs to jedno wielkie osobiste spotkanie Pana Boga. Od około dwóch lat wchodzę w bliską relację z Nim, ale nigdy nie miałam siły i odwagi, by ewangelizować…    Dziś mam tę pewność, że Bóg wymaga ode mnie, bym głosiła o Nim i Jego Miłości.    Nie roztkliwiam się już nad tym, w czym jestem słaba, ale cieszę się, że mam inne, mocne strony. Bóg uzdalnia i słabych!

Teresa, 40 lat


Na kursie Jan doświadczyłam prawdziwego spotkania z Panem. Jego Miłość wypełniała moje serce ogromem radości, której nie byłam w stanie pomieścić. Jezus łamał mnie szczególnie ostatniego dnia. Dzięki temu poczułam się wolnym człowiekiem. Lęki zostały uciszone jak burza na morzu.


Odkryłem, że poprzez milczenie też mogę rozmawiać z Bogiem. To, co do mnie powiedział, będzie pracowało we mnie zawsze.


Na kursie Jan Bóg przyszedł do mnie poprzez dziecięcą radość. Pozwolił mi oddać to, co mnie trzymało, zniewalało i nie pozwalało żyć. Podczas tych dni Bóg mówił do mnie w subtelny sposób.

Ula, 46 lat


To był dla mnie bardzo trudny czas. Pan Jezus całkowicie mnie obnażył. Pokazał mi wszystkie moje słabości i ułomności. Buntowałem się przeciwko wielu sprawom poruszanym na konferencjach. Czułem w wielu momentach pustkę, ale jednocześnie wiem, że to była najlepsza lekcja pokory.


Przyjechałem „wyletniały”, słaby, tonący w egocentryzmie. Spotkałem nauczyciela, który zna mnie lepiej niż ja sam siebie. Zaufałem Mu. Przyjąłem to, co do mnie mówił. Pokochałem Go miłością pełną. Jezus od dziś jest i będzie moim jedynym Nauczycielem.


 

Bardzo trudny, lecz piękny czas, który mogę porównać do biegu maratońskiego. Początek spokojny, łagodny – jest miło, słoneczko w sercu. Następnie pierwszy kryzys i czas na decyzję – biegnę czy schodzę z trasy. Postanowiłem powalczyć, ale zdawałem sobie sprawę, że będzie bolało, więc poprosiłem o doping, ale dopuszczalny, bo Boży. Cieszę się, że mogłem sobie „pobiegać”.

Darek (Marianek), 41 lat


 

Cały kurs był spotkaniem z Bogiem. Doświadczyłam tego, że Bóg jakiś czas temu wyprowadził mnie na pustynię, by właśnie teraz przemówić z całą Swoją mocą. Był obecny w Słowie, w ludziach, a przede wszystkim przychodził w Najświętszym Sakramencie podczas adoracji.

Wreszcie wiem, kim przede wszystkim powinnam być – uczniem Chrystusa. Chwała Panu za odpowiedź na to najważniejsze dla mnie w ostatnim czasie pytanie.

Sylwia


Kurs nie był dla mnie łatwym czasem, ale czuję, że coś we mnie zaczyna się przemieniać i żywy Chrystus prowadząc mnie Słowem, uzdolni do działania i głoszenia Ewangelii.

Był to czas wyjątkowy, ponieważ Bóg pokazał mi obszary, do których nie chciałam Go wpuścić. Zrozumiałam, jak wiele rzeczy próbuję robić sama, choć deklaruję, że to On jest moim Panem. Jednocześnie Jezus pokazał mi z miłością, że nie mogę pójść za Nim, jeśli nie oddam Mu wszystkiego!

Monika


Doświadczyłem spotkania z Bogiem przede wszystkim w momentach ciszy, gdy mogłem zasłuchać się w Jego Słowo kierowane do mnie.


 Podczas kursu doświadczyłam, jak mocno byłam przywiązana do różnych sfer mojego życia. Pan Bóg pozwolił mi też doświadczyć łaski powiedzenia Mu – po raz pierwszy w życiu – Tatusiu i poczucia się Jego dzieckiem.


 Podczas kursu doświadczyłam obecności Boga w drugim człowieku. Zdałam sobie sprawę, że jedynie oczekiwałam czegoś od innych, a nie dawałam nic od siebie. Wiele rzeczy w moim życiu się zmieni, bo Bóg otworzył mi oczy na to, jakim jestem człowiekiem. W pełni powierzam Mu siebie i pragnę żyć według Jego planu, a nie swojego. Pragnę być narzędziem w Jego rękach.


 Pan Bóg łamał mnie i ciosał, aż wióry leciały. Zaczął już przed kursem, a ja podczas kursu zrozumiałam, dlaczego muszę przejść ten proces. Doświadczyłam dłuta Jezusowego bardzo dotkliwie, czułam, jak wyrywa mi serce – serce matki, kobiety, córki, siostry, żony, przyjaciela… Wyciosał to, co zbędne, co bolesne… Jezus dał mi doświadczenie stania pod krzyżem, jako umiłowany uczeń i zrozumienie, że bez tego krzyża nie mogłabym stać się Jego przyjacielem.

Ania