Te trzy dni były odpowiedzią Boga na to, co w ostatnim czasie przeżywałam. Bóg przeprowadza w moim życiu rewolucję, przychodzi jak huragan. Bardzo bałam się tego, co mnie czeka i podczas lectio divina mogłam utożsamić się ze św. Józefem. Bardzo mnie to poruszyło – jego powołanie i próba „wywinięcia” się z tego. Zastanawiam się jedynie, co musi się wydarzyć, bym mogła tak jak Józef zaufać, mieć taką pewność jak on. Jemu we śnie anioł wyjaśnił wszystko. Pragnę iść za przykładem św. Józefa -  chcę być pokorna, ufać. Złapię mocno Chrystusa i nigdy Go nie puszczę.

Niezwykle cenne było dla mnie spotkanie z Jezusem twarzą w twarz. To był tylko moment, ale ja nie mogłam się na Niego napatrzeć. Hostia, w której ukrył się Jezus była przepiękna, cudowna. Później już całym sercem trwałam na modlitwie słowami Psalmu 34: „Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością, oblicza wasze nie zapłoną wstydem. Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał i uwolnił od wszelkiej trwogi”. Ja jestem tym biedakiem, którego Pan uwolnił przed lękiem, przed tym, co kryje przyszłość. 


 Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu uświadomiłam sobie, że taki właśnie Jezus, ukryty w Białym Chlebie, jest istotą, celem i centrum – Ten, którego szukam i gubię… i znów mogę odnaleźć przez Sakrament Pokuty.

Podczas kursu na nowo poznałam św. Józefa i to, że dla Jezusa przyjął trudy życia, którego nie chciał i nie rozumiał. Z wielką ulgą przyjmuję teraz to, że moje życie musi być tak trudne i niezrozumiałe, że można żyć, nie wiedzą co dalej – oby tylko znajdować Jezusa i kurczowo się Go trzymać.


 Pan Jezus jest wspaniały, każdego dnia pokazuje mi, jak jestem dla Niego ważna. Pomimo moich braków i ułomności, On wyciąga do mnie rękę i mówi: Pójdź za Mną. Pan wzywa mnie, abym usiadła u Jego stóp i wsłuchiwała się w Jego Słowa, abym przylgnęła do Niego                    i zaufała mu w 100%.

s. Katarzyna, 34 lata


Na kurs przyjechałam z wielkim bólem i żalem, bo ostatnio w przeciągu siedmiu dni Pan Bóg zabrał do Siebie pięć bliskich mi osób. Wszystko to bardzo mnie przybiło i miałam wielkie wyrzuty w stosunku do Boga i ciągłe pytania, a wręcz krzyk: Dlaczego?


Pan Bóg, tak jak i Józefowi, dał mi doświadczyć w ten burzliwy sposób, że On jest i pragnie, abym pozwoliła Mu się poprowadzić. Podczas kursu Pan wyciszył mnie, oddałam Mu wszystko  i moje łzy zaczęły zamieniać się w uśmiech.

Renata, 35 lat


Na tym kursie doświadczyłam spotkania z Bogiem. Zrozumiałam, jak wiele leków i obaw mi towarzyszy. Zyskałam spokój. Zrozumiałam, że to błogosławieństwo wychowywać chore dziecko. To był dla mnie niezwykle owocny czas.

Dorota, 43 lata


Ostatnio w moim życiu pojawiło się wiele zawirowań, dlatego czułam, że oddalam się od Jezusa. Miałam też problem z modlitwą i zrozumieniem wszystkich trudnych sytuacji                         w moim życiu. Moja modlitwą było klepanie pacierza, choć i z tym miałam problem. Jadąc na te rekolekcje, czułam, że muszę tu znaleźć rozwiązanie. Mimo przeszkód i trudności przyjechałam i już pierwszego wieczoru, odkryłam, że to Jezus mnie tu przyprowadził. Dziękuję Ci Jezu.

Marzena, 42 lata


Pan pokazał mi wzór, którego wcześniej nie dostrzegałam – świętego Józefa, człowieka modlitwy i pracy. Proszę go o wstawiennictwo, bym tak jak on umiała rozeznać wolę Pana, usłyszeć Jego głos i podążać wbrew wszystkiemu Jego drogą. Chwała Panu za początek drogi świętego Józefa w moim życiu.

Małgorzata, 44 lata


 


Jechałam tu głodna Boga i nie zawiodłam się. Ważnym doświadczeniem dla mnie było pochylenie się nad Słowem. (…)Poczułam, że Pan Bóg chce mówić tylko do mnie, właśnie do mnie, że zna moje lęki i ma w Swoim sercu miejsce właśnie dla mnie.


 

Te rekolekcje były dla mnie wspaniałym procesem oczyszczenia i uwolnienia mnie z lęków, które zatruwają moje życie. Ten czas pozwolił mi również spojrzeć na moje zaangażowanie w pracy i wspólnocie jako na służbę Bogu, a nie karmienie swojej pychy. Jeszcze długa droga przede mną, ale wiem, że  Pan Bóg będzie mnie prowadził.


 

Podczas tych rekolekcji doświadczyłam bliskości Pana Boga. Uświadomiłam sobie, ze moje skrzydła są krzywe – lot w kierunku pracy. Zrozumiałam , że jestem pracoholiczką. Bóg, modlitwa zeszły na dalszy plan. Relacje rodzinne zaburzyły się, każdy robi co, chce i jak mu wygodniej. Kiedyś to ja byłam tym ogniwem scalającym, a teraz stało mi się to obojętne. To był czas wyciszenia i rozmyślania. Dzisiaj jestem szczęśliwa. Radość wypełnia duszę mą.


 

Uzmysłowiłam sobie wagę słów Ewangelii i potrzebę poszukiwania kontekstów, zastanowienia się nad ich ukrytymi sensami, gdyż nawet naprowadzani przez kapłanów nie jesteśmy skłonni „schodzić na głębię” – teraz było inaczej.