Bartek Ojdana (kleryk autokar D - jak Tereska)

Czym była dla mnie „Misja młodych”? Z pewnością było to doświadczenie niezwykłej przygody. Wyjeżdżając z domku do Węgrowa, gdzie miałem wsiąść do autokaru, nie byłem zbyt optymistycznie nastawiony do tego wyjazdu. To aż dziwne, bo pesymizm i moja osoba nie chodzą ze sobą w parze. A jednak! Najbardziej obawiałem się długiej podróży i nocy którą mieliśmy spędzić na placu św. Piotra. Nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić tego tłumu i mnie stojącego gdzieś pośrodku niego. Moje obawy wzbudziły także pogłoski o tym, że razem z nami będzie jechało kilka starszych osób, coś w stylu 50+. Pierwsze wrażenie? „Sorki, ale co ja będę z nimi robił?”. Jednak za chwilkę przypomniało mi się, że zostaliśmy powołani do wszystkich ludzi, a więc troszeczkę się uspokoiłem  Gdy wsiadłem do autokaru, spojrzałem na wszystkich, pomyślałem: „okej, nikogo nie znamy, ale jakoś to ogarnę”  Szybko się okazało, że podołam temu wyzwaniu Już na początku pielgrzymowania Iwona i Paulina „kupiły” moje serducho tym jak prowadziły poszczególne punkty dnia. Już pierwszego dnia szkoła nowej ewangelizacji pokazała, że włożyła ogrom pracy w przygotowanie całego wyjazdu pod względem duchowym, za co należy się im naprawdę „wielki szacun”  Dzięki programowi przygotowanemu przez SNE cała pielgrzymka nabrała prawdziwego sensu. Tak jak powiedziała Paulina: „gdyby to był wyjazd tylko na samą kanonizacje, na tą jedną mszę, a podczas całej podróży nic mi by się nie działo, to ten wyjazd byłby bez sensu”. Popieram to w 100%! Dzięki rekolekcjom w drodze doświadczyłem obecności żywego Boga. Atmosfera którą zbudowały poszczególne grupy autokarowe stała się czymś niepowtarzalnym. W życiu nie myślałem, że po powrocie z Rzymu będę tak naładowany pozytywną energią i że będę aż tak bardzo uduchowiony. Spodziewałem się raczej efektu: „sorki, zejdźcie mi z drogi, nie pytajcie mnie jak było bo idę spać, obudźcie mnie za 3 dni”. Na szczęście tak nie było i gdy tylko wróciłem do domku, dosłownie wskoczyłem na rower i pojechałem hen hen przed siebie, do mojej przyjaciółki, po to by podzielić się z nią Bożą radością która mnie ogarnęła  Moją Bożą radością dzieliłem się także w trakcie pielgrzymki, a dokładniej na Place navone, czego mogły doświadczyć niektóre osoby Ten kto to widział od razu wiedział, że tego człowieka dotknął Bóg… Prawda Kasiu?  Yyyy Aniu    Tak, to właśnie jedna z tych chwil, które zapadły mi najlepiej w pamięci. Piace novone i czuwanie modlitewne polaków. Coś pięknego! Aż nie wiedziałem co ze sobą zrobić z tej radości  Noc przed kanonizacją pokazała mi co to znaczy spanie w warunkach polowych i cóż… pokochałem to!  Oczywiście pomijam fakt, że spałem pomiędzy murzynem, który stale na mnie krzywo patrzył, a dwiema fajnymi dziewczynami  Podczas wejścia na Via della Conciliazione pierwszy raz w życiu czułem jak tłum mnie niesie  Coś niesamowitego!  Możesz krzyczeć, płakać, piszczeć, robić z siebie debila lub chorego psychicznie a i tak tłum będzie niósł Cię dalej  Na szczęście podczas tego pamiętnego wejścia straciłem tylko karimatę, ale i tak przeżywałem ten fakt pół dnia Oj Ojdana  Stanie w tłumie pokazało jaki jestem słaby, dlatego gdyż od razu wycofałem się pod zamek anioła gdzie wcześniej spaliśmy ( Znaczy ja spałem. Całą godzinę!  ) Później tego żałowałem, ale cóż… przy kolejnej tak wielkiej uroczystości obiecuję poprawę  Na szczęście ja, jak to ja, we wszystkim potrafię znaleźć plusy, tak więc z tego doświadczenia tłumu śmiałem się później z koleżanką pół nocy  Mszę kanonizacyjną przeżyłem bardzo głęboko, a więc nie żałuję tego, że stałem w tłumie i widziałem mszę na małym telebimie, która dodatkowo była w języku łacińskim, podczas gdy inni siedzieli w domku przed wielką plazmą i oglądali relację po polsku w wersji HD. Jak dla mnie żadna relacja w TV nie odzwierciedli takich duchowych przeżyć jakich doświadczyli uczestnicy kanonizacji będący w Rzymie. Zmierzając ku końcowi mogę śmiało powiedzieć, że nie żałuję ani sekundy spędzonej z Wami. Mimo tego, że czasami stale milczałem, a czasami świrowałem tak, że niektórzy zastanawiali się „czy on oby na pewno jest klerykiem” nie żałuje żadnej mojej decyzji, żadnego słowa, żadnej chwili spędzonej na Misji Młodych. To była naprawdę niezwykła przygoda. Włochy, włosi, Rzym, ludzie z autokaru D – to wszystko przerosło moje oczekiwania i po raz kolejny życie pokazało mi, że nie warto mówić: „ojej, co to będzie za tym zakrętem, boje się iść dalej”. Trzeba w pełni zaufać Bogu, bo On wie co jest dla Nas najlepsze i z każdej, nawet na pozór beznadziejnej sytuacji, może stworzyć coś pięknego. Może niektórzy już to słyszeli, ale powtórzę to jeszcze raz, bo bardzo lubię tą prawdę naszej wiary. „Pamiętajcie o tym, że z największego zła moralnego jakim było odrzucenie i zabicie Syna Bożego, Bóg wyprowadził największe dobro: uwielbienie Chrystusa i nasze Odkupienie.” Tak jak na początku Misja Młodych była dla mnie ciężarem, tak teraz jest dla mnie niesamowitą przygodą która utkwiła głęboko w serduchu; przygodą podczas której doświadczyłem żywego Boga; przygodą podczas której spotkałem cudownych ludzi, którzy wiedzą czego chcą, którzy mają swoje wartość i ich strzegą, ludzi z którymi śmiałem się i rozmawiałem całkiem poważnie, ludzi dla których Bóg jest prawdziwym Panem i Zbawicielem, ludzi o których z pewnością prędko nie zapomnę… I za to wszystko CHWAŁA PANU!
No… i tego… kurcze! Kocham Was, no!
P.S. Miało być krótko, ale czy ja potrafię mówić krótko? Yyy, chyba nie
Wielbię Was!
Cieszę się, że Was poznałem
Bajo

 


Michał Sawicki (alumn autokar D - jak Tereska)
9 maja o 13:54 · Drohiczyn nad Bugiem

Witam wszystkich.
Już dawno przybierałem się napisać kilka słów świadectwa ale dopiero teraz piszę.
Wyjeżdżając na kanonizację nie liczyłem na nic wielkiego, pojechałem bo wszyscy jechali.
Spodziewałem się, że będą grupki, zamknięte na innych ale pomyliłem się. Bóg stworzył z nas prawdziwą wspólnotę chrześcijańską. Duch Święty był pośród nas, przemawiał do nas w różny sposób i przez różne osoby. W sposób szczególny Chrystus utwierdził mnie w powołaniu. Wczoraj przygotowując te świadectwo podczas adoracji znalazłem fragment nawiązujący do kanonizacji i mojej sytuacji:
,,I my zatem mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki
ciężar, [a przede wszystkim] grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale
biec w wyznaczonych nam zawodach" Hbr 12,1
Było można odczuć prawdziwą bezinteresowną miłość. Budująca dla mnie jest życzliwość ludzi którzy nas przyjmowali i gościli a nie znali nas.
Tyle dobra na nas spłynęło. Dziękuję wam za obecność i 'złote rozdania'  DOBRZE, ŻE JESTEŚCIE
CHWAŁA PANU
al. Michał Sawicki


Teresa Moskal
1 maja o 06:46


Misja Młodych – moje z nią spotkanie zaczęło się kilka miesięcy temu. Zastanawiam się czy jechać czy nie? W grudniu podjęłam decyzję w przekonaniu, że pojadę na kanonizację, jako zwykły uczestnik.
Na kilka tygodni przed wyjazdem pada propozycja bycia osobą odpowiedzialną za cały autokar, więc zmienia się dla mnie charakter wyjazdu. Czas przygotowania szczególnie czas Triduum Paschalnego był dla mnie czasem modlitwy, aby wszyscy przeżyli głęboko wspólny wyjazd, nic się nikomu nie stało, abym nikogo nie zgubiła i wszyscy szczęśliwie wrócili.
23 kwietnia wyruszyłam w niezwykłą pielgrzymkę. Każdy dzień niósł ze sobą nowe wyzwania i zadania. W każdy dzień i noc dużo się działo.
Miejsce wole dla Was opisujecie każdy dzień  (to, co się działo w autokarze, noclegi w rodzinach włoskich, pielgrzymka na Plac Św. Piotra, Msza kanonizacyjna Itd.)
Do końca życia będę pamiętać czas oczekiwania (zdjęcia robione osobą śpiącym w śpiworach i wjeżdżających w nich karetkę, o posiłku z pasztetem podlaskim) drogę na plac Św. Piotra (czas spędzony z Hiszpanami), zobaczenie papieża Franciszka podczas oczekiwania na osoby zagubione, słowa ks. Łukasza w kazaniu w Poti o wielbłądach, (po co nam to wszystko skoro jesteśmy w ZOO), wspólną Belgijkę na ulicach Rzymu (czy ktoś to nagrał), i kwiaty otrzymane od Marka, jako Wasze podziękowanie.
Stworzyliśmy wspaniałą wspólnotę nie tylko modlitewną.
Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna za włożone serce w ten wyjazd i wasze zaangażowanie.
Życzę, aby przyniósł on naszym życiu wielkie owoce i trwale zapisał się w naszej pamięci do końca ziemskich dni.
Niech nasz wielki orędownik święty Jan Paweł II wspiera nas w naszej niezwykłej podróży ku świętości. Abyśmy mogli wszyscy jako autokar D jak Tereska spotkać się kiedyś w niebie.